23.09.2012

Jesionka męska (dużo zdjęć)


Jesień już się ładnie przywitała, to czas pokazać coś jesiennego. Dawno temu na blogu była ankieta, co mam uszyć. Wygrała kurtka. Ale w między czasie powstały spodnie, a wykrojona kurtka leżała i czekała na sprzyjające warunki. Sprzyjające warunki pojawiły się dwa. Primo: nadchodząca jesień. Secundo: konkurs Łucznika na Facebooku, który mnie dodatkowo zmotywował do szycia.

Dawno temu, za jakiś bezcen w Amsterdamie kupiłem szary len. Gniecie się, ale taki jego urok. No i kolor bardzo mi się podoba. Nie miałem na niego pomysłu do czasu pojawiania się idei, że mogę uszyć sobie kurtkę. Ale to nie było takie łatwe. Burda nie rozpieszcza męskimi wykrojami. Czy w tym roku coś poza szortami i koszulą się pojawiło? Hmm… No właśnie. Ale znalazłem w starym numerze, z kwietnia 2006 fajny model kurtki i w rozmiarze 46, co w przypadku męskich wykrojów w Burdzie jest OGROMNĄ rzadkością. Ale psioczę na ten miesięcznik, ale będę tak długo psioczył, aż się nie zorientują, że mogliby dwa razy do roku rzucić po 3-4 męskie wykroje. No to wybrałem model 130 z numeru 4/2006. Wygląda on tak:




[zdjęcia z osinka.ru]

A teraz lista zmian jakie wprowadziłem:
- zrezygnowałem z naszywanych kieszeni i uszyłem tylko dolne kieszenie, wpuszczane z patkami
- zrezygnowałem z górnych kieszeni
- zrezygnowałem z rygielków do podwijania rękawów
- dodałem podszewkę (bo w sumie to nie chciało mi się obrzucać tego wszystkiego i naiwnie uznałem, że łatwiej będzie wszyć podszewkę)
- wydłużyłem kurtkę o 4 cm
- dodałem taką klapę na plecy (nie wiem jak to się profesjonalnie nazywa), bo mi się podoba
- i stiuningowałem nieco pod konkurs Łucznika

Opis szycia kurtki okazał się całkiem przystępny. Ale i tak pewne elementy szyłem po swojemu, np. nie wychodzi mi wszywanie rękawa tak jak zaleca Burda, czyli przyszywanie najpierw do podkrojów pach a potem potem zszyć szwy boczne i szwy rękawów. Muszę mieć najpierw zszyte szwy a potem przyszywam do podkrojów pach. Tę część prułem tylko 3 razy. Ufff…

Podszewka to osobna historia. Wygląda całkiem przyzwoicie, chyba nie ciągnie się (ja nie czuję), ale wszywanie jej to nie jest najprzyjemniejszy moment. Było dużo szycia ręcznego, głównie przy rękawach i dole kurtki. Ale poradziłem sobie. I podszewka to bawełna z domieszką czegoś, bo się niezbyt gniecie.

Jestem mega zadowolony z efektu. W kurtce już chodzę, czuję się w niej dobrze, jest nawet ciepła i mam nadzieję, że choć trochę modna ;)

Na koniec jeszcze dodam, że im bardziej klasyczną rzecz się szyje tym większej precyzji potrzeba.

Dobra, a teraz dużo zdjęć!

Tak się zszywały szwy ramion

A tak wygląda przyszyte odszycie :)

Tu moja łapka i coś zszywam... już nie pamiętam co, ale chyba szwy boczne.

A tak wygląda kurtka po zszyciu szwów bocznych.

Tutaj rękawy. Zszyte i rozprasowane. Jak widać materiał się lubi siepać.

Tutaj przymierzam pagony. Jak widać nie mam szpilecznika na rękę i sweter mi za takowy robi.

A tu już odmierzone i przyczepione jak należy.

A teraz szpilkowanie rękawów. Oj łatwo nie było, ale się udało!

Wykrojona podszewka i nawet jeden rękaw już zszyty.

A tutaj zabawa z przyszyciem podszewki do rozcięcia rękawa.

Jak widać igłą analogową też się potrafię posłygiwać.

I nadal się z tym męczę....

I podszewka gotowa. Teraz się wytłumaczę z tej kieszeni naszywanej. Zagapiłem się i zszyłem szew boczny podszewki i już nie chciało mi się go rozpruwać, żeby wszyć kieszonkę z wypustką, taka jak powinna być. Ale ta też nie jest zła :)

A tutaj tył kurtki. Na plecach kontrfałda, tak jak polecała Czeremcha na blogu.

A tutaj gadżet. Dziurka w kieszeni na kabelek od słuchawek.

I po lewej stronie to wygląda tak :) Nic się nie plącze!

Pagon. W sumie chciałem z niego zrezygnować, ale uznałem, że w sumie taki fajny dodatek :)

Rozcięcie rękawa.

 I teraz seria zdjęć narcystycznych. Czyli wiwat samowyzwalacz!

Tutaj poza jak z katalogu wysyłkowego LOL

 Tył kurtki... Niech mi ktoś powie, czy ta klapa, co sobie na plecach naszyłem ma jakąś nazwę? I chyba miałem rację, o wiele lepiej z taką klapą wygląda niż szew przez cały kręgosłup.

A tutaj jak... sprzedawca zegarków. Tylko zegarków brak... I szalik z pociętego trykotu, oczywiście zawiązany na szubienicę! ;-)
 
I kolejna katalogowa poza, co niby jest, ale w gruncie rzeczy nic nie pokazuje...

Are you talking to me? ;-)

Tutaj jak powiększycie sobie zdjęcie to dopatrzycie się zakładki do książki, która się fantastycznie komponuje ze spodniami! ;-)

Kurtka (jesionka, trencz - jak zwał tak zwał, wiemy o co chodzi) leży sobie na dywanie i się wewnętrznie odkrywa.

A teraz zapięta...

 I jeszcze od tyłu. W sumie fajne to zdjęcie.

To tyle. Kurtka zgłoszona na konkurs Łucznika "Ubrani w muzykę". Nie liczę na nic wielkiego, ale cieszę się, że zdążyłem uszyć przed końcem września i że nadaje się do noszenia. To moja pierwsza kurtka, pewnie nie ostatnia i przy kolejnych będę już nieco mądrzejszy i uniknę pewnych błędów. Aaa... i jeszcze jedno, nie... nie szyłem modelu próbnego. Po prostu leciałem na żywioł, jak zawsze zresztą :)

Pozdrawiam!
B.

16.09.2012

Farbowanie, uwalnianie i gwoździ wbijanie

Dziękuję wszystkim za tyle komentarzy pod poprzednim postem! I witam nowych obserwatorów mojego bloga :) Jeszcze w tym roku będę Was obdarowywał, więc nie uciekajcie ;-)

Dziś podzielę się kilkoma rzeczami. Nie jest to nic wielkiego, ale zawsze coś.

Swego czasu kupiłem 6 metrów surówki bawełnianej. Sztywne to jak pierun i na odzież raczej się nie nadaje. Postanowiłem trochę poeksperymentować i wziąłem się za farbowanie. Kupiłem dwie farby. Granatową i czerwony tulipan. Farbuje się nie w garnku na ogniu, tylko do miski wlewa się ciepłą wodę (ma mieć 40 stopni), wsypuje sól i miesza barwnik. Potem materiał w to na 45 minut, co jakiś czas mieszać i jest nowy kolor. Była też wersja do pralki, ale kosztowała jeszcze raz tyle... Hm... No to wziąłem się za to farbowanie i oto co mi wyszło. To na samej górze to szary trykot wrzucony do czerwonego barwnika.



Jak widać na załączonych obrazkach, czerwony tulipan okazał się różowym tulipanem a granatowy nie jest aż tak granatowy jakbym tego oczekiwał. Kolor trykotu przemilczę.
Bawełna się nie pofarbowała na jednolity kolor. Chyba była za sztywna i farba na zgięciach chwyciła mocniej. Ale efekt dość ciekawy, taki marmurek. Choć udało mi się ją wyprasować do gładkości (sic!) to i tak wygląda jakby była pognieciona. I dodam, że pary i temperatury nie żałowałem. I wiecie co? Po takim mocnym uprasowaniu ta bawełna stała się bardzo mila w dotyku, taka delikatna, choć gruba.

Ci co obserwują mnie na facebooku widzieli, co powstało z trykotu. Z granatowego powstała torba na zakupy dla mnie a różowe czeka aż się do niego przyzwyczaję.

Torba bez żadnych ekstrawagancji. Po bokach i na spodzie jest pseudo zamsz, który kupiłem na allegro i okazało się takim badziewiem, że szkoda gadać. Na torbę mi tego nie szkoda. Na zewnątrz kieszonka na klucze, żebym nie musiał szukać w torbie jak wracam z zakupami. Wewnątrz jest kieszeń na portfel i telefon, którego i tak nigdy nie zabieram ze sobą, ale może mi się kiedyś odmieni ;) Torba jest duża, na ramię, jeśli się zdecyduję nieść w ręce to będę ciągną ją po ziemi jak sierota... Ale ciężary łatwiej na ramieniu nieść...


Na blogu Zapomniana Pracownia jest akcja Uwalniamy tkaniny. Dołączam do niej w tej chwili i pokazuję, co mam do uwolnienia. Może się wreszcie zmobilizuję, aby je wykorzystać.


A do uwolnienia mam:
- bawełnę w czerwoną kratkę na koszulę
- fioletową tkaninę na spodnie (tak, tak... to fiolet)
- beżową tkaninę na spodnie (bawełna z domieszką czegoś, zajebiście miłe w dotyku)
- brązowa wełna, ale cienka... pojęcia nie mam co z tego uszyć... damskie odpada, bo nie mam pod ręką nikogo, kto mógłby potem w tym chodzić... zobaczymy...


I na koniec jeszcze kilka zdjęć karmnika dla ptaków, który zbiłem z kilku klepek znalezionych w garażu i butelki po cydrze :) Dodam, że teraz butelkę napełniam w 1/3 bo ptaki (zlatuje się ich z 50-60) wyjadają wszystko w trymiga! 



I tym optymistycznym akcentem żegnam się z Wami. Lecę na ostatniego grilla w tym sezonie. A jutro znowu do maszyny siadam. Mam coś do dokończenia i do rozpoczęcia nowa torba na laptopa :)

Pozdrawiam,
B.

04.09.2012

Rybie zakładki do książki

Tak mnie naszło w weekend, żeby uszyć sobie zakładkę do książki. Niestety nie każda książka ma skrzydełka i potem zaznaczam jakimiś papierkami. A to przecież niegodne książki! To sobie wymóżdżyłem zakładki do książki. Ale nie mogła to być byle jaka zakładka. I padło na rybę. I nie jest to przypadkowa ryba, tylko niemalże żywcem wzięta z wyspy Fur w Danii. Na tej wyspie mieszka około 900 osób, w tym moi Przyjaciele. Jest tam pełno wszelakich artystów i wymyślili one Paradę Ryb. Na wyspie w przeróżnych miejscach można spotkać wymalowane przez nich ryby. Na mnie zrobiły ogromne wrażenie. I już się nie mogę doczekać aż tam znowu pojadę (za jakieś 3 tygodnie na cały miesiąc jadę!). Więcej o tych rybach można poczytać na stronie www.furkunst.dk. Po duńsku oczywiście ;) Ale zdjęcia też są, a wiadomo 1 zdjęcie to jak 1000 słów, więc sporo zrozumiecie!

Kilka takich zakładek już jest zamówionych przez mieszkańców wyspy i to mnie nieco ośmieliło, aby wystawić na etsy.com Również po prawej pojawiła się zakładka Sklep z miniaturkami z mojego kramu ;)

Tutaj zdjęcia zbiorcze, żeby zbytnio nie przeładowywać wpisu, bo zakładek sporo powstało :) Mnie się bardzo podobają, każda ryba przywołuje miłe wspomnienia i miłych ludzi. No i pięknie z książką wyglądają :)

Jak klikniecie w zdjęcie, to powinno się powiększyć :)






I na koniec jeszcze jedno słowo od prowadzącego bloga ;-) Nawet nie wiem kiedy, ale już jest prawie 200 obserwujących bloga i 85 śledzących przez facebooka! Dziękuję ogromnie, cieszy mnie to bardzo, że dołączają kolejni fajni mojego szycia :) Pomyślę nad jakimiś upominkami. Ale to za jakiś czas :) Jeszcze raz dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze!